środa, 26 listopada 2014

zycie to nie bajka......

mój dziadek popadł w otchłań czarnych myśli .....mówiąc w skrócie ,stracił chęci do życia....siedzi ze spuszczoną głową i czeka ....



gdyby teraz podesłać mu tam mojego syna i gdyby  zaczął mu gadać "te swoje" ,dziadek umarłby po pięciu minutach.....



młodego targają jeszcze bardziej czarniejsze myśli ....musi zacząć się uczyć ,bo wiadomo matura....co dalej ? i po co? i czy warto?



ma tyle marzeń....a przecież wiadomo ,że życie jest zupełnie inne niż nasze marzenia....


 ...jak pisze na bloku obok :"życietoniejebajka"



jego kumpel zawalił na całości ,więc wykłada nocami towar w Tesco ,nie ma sił przyjść na próby ,nie ma weny do grania.....przyszłość jest w czarnej dupie....

a miało być tak pięknie......

.....

sobota, 22 listopada 2014

wewe

miałam pracowity piątek....więc bez wyrzutów urządziłam sobie leniwy wieczór ,taki samotny ,z winem ,filmem ,książką i warzywami z kurczakiem....

i ciszą....

dobrze ,że mam przy sobie Halinę....jestem przeciwniczką przyjazni w pracy ....ale coraz bardziej  wiem ,że mogę na nią liczyć....

nie jestem nauczona liczyć na czyjąś pomoc...
....

jechałyśmy przez pewną wieś ,ciemnica i zimnica  i pełno rowerzystów...jedynym ich oświetleniem był żarzący się papieros.....niby nie śmiesznie ,a uahahałyśmy się z Haliną po pachy....

rodzina ,której doglądamy wychodzi na prostą.....bardzo mnie to cieszy....bo tam nie ma wódki i awantur....jest tylko bieda....

na szczęście coraz mniejsza.....

chce mi się cholernie wyspać....żeby nikt mnie rano nie nachodził....

 

wtorek, 18 listopada 2014

proboszczowo.....

prawie awansowałam ,prawie....

skoczyłam jedną grzędę wyżej ,wielki mi awans....

tłumacze młodemu ,żeby się nie lenił ,żeby się uczył ,żeby nigdy nie musiał zapierdzielać fizycznie ,szczególnie w tym kraju....

tu jeden zgnoi drugiego taki katolicki kraj....

nie dziwie się córce ,że coraz częściej stąd ucieka ,tam jest normalnie ,ludzie szanują swoje wybory ,poglądy....a tu musisz myśleć tak jak proboszcz karze ....


jestem strasznie zmęczona....mam uczucie jakbym cały czas biegła.....




Aśka z niby silną depresją ,zadzwoniła do Tomka ,że chce odwiedzić dziewczynki....

Tomek jak to on ,wysprzątał chatę ,nagotował ,dziewczynki wystroił.....kto wie może miał nadzieję,że....

ale co tam....Aśka nie przyszła.....napisała mu sms ,że może innym razem...

matka i żona....ręce opadają....że tak długo nabierała nas wszystkich na tą deprechę....

że też wszyscy daliśmy się omamić...

apropos mamy ,moja zapowiedziała się na piątek....na obiad....

zawsze strasznie sie stresuje jej wizytami....chce pokazać jak sobie świetnie ze wszystkim radzę....

ona nigdy mnie nie doceniała ,nigdy nie chwaliła....

zresztą ja nie muszę jej pokazywać ,że sobie dobrze radzę.....bo ja radzę sobie świetnie...

niesamowite ,że własna matka jest dla ciebie w pewnym sensie wrogiem......




niedziela, 16 listopada 2014

radne

nie wiem czemu tak interesuję się polityką....chyba w tamtym wcieleniu byłam jakąś radną :-) ,a zawsze myślałam ,że wiewiórką....


hipokryzja i obłuda działa na mnie jak płachta na byka....

sobota, 15 listopada 2014

deprecha

pisałam już kiedyś o Aśce....dwie śliczne córeczki,fajny mąż,duży dom ....i ona z depresją....właściwie nie wiem kiedy sie zaczęła....




mąż idealny....niedawno zaprosił nas na lampkę szampana ,bo właśnie spłacił kredyt.....



ja kredytu nie mam ,ale reszta moich koleżanek ,aż wzdychała z zazdrości.....ich ostatnia rata za dom to lata świetlne....



i ta jego żona....w sumie nasza koleżanka z klasy....

popadła w depresję.....te jej małe córeczki ledwo mówią ,a już wiedzą ,że mama jest smutna i nie można wchodzić do jej pokoju...



w wychowaniu dzieci pomagają mu rodzice....bo teściowa szaleje po świecie ,ma już chyba z piątego męża....

teściu zagląda czasem ,ale córka go nie lubi.....własna córka....




tak kiedyś wpadłam do nich znienacka....weszłam po cichu....
on naprawiał coś w ogródku....dziewczynki oglądały oczarowane jakąś bajkę....



pokazały mi tylko ,żebym nie wchodziła do pokoju mamy ,bo ona jest smutna...



a ja poszłam....drzwi miała zastawione  ciężką pufą ,powoli odsunęłam ,słysząc jak mówi umierającym głosem : nie wolno,mama jest chora ,nie wolno...w końcu zaczęła wzywać Tomka ,żeby je zabrał.....




widok mnie lekko zaskoczył jak już się dostałam do jej pokoju.....myślałam ,że zobaczę owiniętą szczelnie w koc ,bladą z nieobecnym wzrokiem kobietę...





a ona zwyczajnie siedziała na łóżku ,oparta o poduchy ,na kolanach trzymała laptopa....
na szafce stała szklanką z napojem ,obok czekolada....





próbowała schować laptopa ,w ogóle schować się pod koc ,ale nie zdążyła...



wtedy mnie olśniło....stanął mi przed oczami obraz z jej domu,jak przychodziłam do niej jak byłyśmy małe....




w domu nieporządek ,w kuchni puchy ,a jej mama paliła majestatycznie papierosa stojąc na balkonie....a potem wyszła ,w ogóle nie mówiąc gdzie....zostałyśmy same siedząc przy wielkim stole....



jej mama wtedy nie wróciła na noc....bała się zostać sama...



przypomniało mi się jak moja mama powiedziała wtedy coś w stylu :dziecko i mąż przeszkadza jej w życiu....




i olśniło mnie...

Aśka powiedziała ,że musi jechać do sanatorium....że jest chora i chce się wyleczyć...

wyjeżdżała do tego sanatorium chyba czwarty raz....nie interesowało ją ,że dziewczynki będą tęsknić,że mężowi jest ciężko....nic ją nie interesowało....




olśniło mnie .............

i wtedy jak opijałyśmy spłatę tego kredytu....powiedziałam ,odważyłam się.....że może Aśka mogłaby po tym sanatorium zamieszkać w ich kawalerce....

to była jego kawalerka ,kupił ją za grosze i wynajmował....aktualnie stała pusta....


jego mama ,aż przyszła do nas,aż przysiadła przy stole....myślałam ,że może mnie opierniczy.....


miałam im powiedzieć ,że dostałam olśnienia....że Aśka jest takim samym leniem jak jej matka....ona zwyczajnie nie miała ochoty być żoną i matką.....




w sumie po kolejnej lampce smacznego szampana ,powiedziałam im....

i poczułam z ich strony pewną ulgę....


opracowaliśmy plan i to ja pojechałam po nią do tego sanatorium....

po nią trzeba było jechać ,odebrać,zadbać...ona miała wszystko podane pod nos....




była zaskoczona.....gdzieś w połowie drogi powiedziała mi ,że chyba nic jej te sanatorium nie pomogło ,że jest gorzej niż jest.....deprecha i tyle....



swoją drogą jak na deprechę to wyglądała kwitnąco....

chwile musiałam ochłonąć....i z wielką satysfakcją powiedziałam jej : Aśka ,wiesz co to może na razie zamieszkasz sama ,w tej kawalerce Tomka....



zawiozłam ją tam....

Tomek jak zawsze o wszystko zadbał....pełna lodówka ,czysto ,wywietrzone ,kwiaty w wazonie...


myśle ,że lekko ją zatkało....od razu pozasłaniała okna......



chciało mi się z niej śmiać....udawała roztrzęsioną...

przyszły dziewczyny....nie mogły odpuścić....trochę im się to nie mieściło w głowie ,bo przecież miała dobrego ,zaradnego męża ,piękne dzieci ,cudny dom.....



każda przygotowała sobie podchwytliwe pytanie....Aśka próbowała wybrnąć....prawie już mdlała z tej niemocy...



widziałam uśmieszki dziewczyn i wiedziałam ,że to był dobry ruch ....

zostawiłyśmy ją leżącą na kanapie....niby była senna...




zamówiłyśmy sobie w naszej ulubionej knajpie ,ulubione wino i zaczęłyśmy wspominać jej matkę i wszystko nam się zgrywało....



ojciec Aśki to wrak ,jej matka wyniszczyła i wykorzystała go ile tylko mogła.....a facet był inteligentny i zaradny....ona miała wszystko co chciała....tak jak Aśka....




od powrotu Aśki minął drugi miesiąc....Tomek musiał stoczyć ze sobą walkę ,że nie jezdzić do niej ....

od powrotu Aśka nigdy nie wybrała się do domu,twierdząc ,że nie ma sił,że deprecha zabiera jej władze w nogach....


zadzwoniła do domu dwa razy...raz niby do dzieci ,ale jakoś nie kleiła jej się gadka z dziewczynkami....

jej teściowa nagrała nam tą rozmowę....ubaw ,aż przykro....

drugi raz zadzwoniła ,tylko po to żeby jej Tomek internet opłacił....bo chyba zapomniał ,bo nie ma.....




....no i raz go pokusiło pojechać do niej....wieczorem...

może dobrze ,że pojechał....jego zdesperowana żona zrobiła sobie w kawalerce imprezę....i to z przytupem....odzyskała władze w nogach...normalnie cud.....



nie wiem czy nakrył ją z facetem czy nie....

ale postanowił podarować jej tą kawalerkę...w ogóle życie...

mam nadzieje ,że nie będzie wypruwać sobie znów flaków ,żeby ona miała wszystko....


u dziewczynek nie była do tej pory....

Tomek pewnie wysyła jej kasę ,bo za coś żyć musi...

dzisiaj spotkała moją mamę....mieszkają prawie po sąsiedzku......powiedziała jej ,że depresja to straszna choroba ,że ma dosyć....


nie wiem jak to mam skomentować....



kiedyś ktoś powiedział ,że na depresję to trzeba mieć czas,pieniądze i oddanych ludzi....



poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak najprościej wylecieć z PiSu? Ryanairem.

okazuje się ,że nie tylko spontaniczne imprezy są najlepsze....

spontaniczne remonty także......




mam piękną sypialnie....vintage....jeszcze piękniejszą kuchnie.....i parę innych rzeczy pozmieniałam....i czuje się w swoim domu jeszcze lepiej niż przed...




na młodą też czeka niespodzianka.....nie mogę doczekać się jej reakcji....



sprzątałam po tym spontanie do dziś ,ale warto było....



w piątek już był zarys metamorfozy ,na dodatek z Tv płynęły optymistyczne wieści....bo oto buc i cham Hofman wyleciał z partii cudaków na kopach siarczystych...




nomen omen kiedyś widziałam go w sklepie z artykułami budowlanymi ,pewnie też remontował....(oczywiście nie własnymi rączusiami,gdzieżby).....




i jego wygięta gęba...dosłownie....kiedy pan z wózkami ,pchając ich ze czterdzieści niechcący zagrodził mu drogę....




Hofmanik powiedział mu kilka przykrych słów....starszemu panu ,taki  gówniarz....



widziało i słyszało  to sporo ludzi ,sporo go rozpoznało....szkoda ,że wtedy nikt tego nie nagrał.....i nie wysłał gdzie trzeba




wieczorem po tym incydencie w TV pokazywano jak pudrowany z rana modlił się gorliwie u Rydzyka.....


 

a potem w tym sklepie wylał na starszego pana swoje "miłosierdzie"...





 rano msza ,popołudniu przekręty ,a wieczorem sikanie na ulicy ....żegnaj wypudrowany pajacu  na czas jakiś....

bo zapewne kiedyś i tak wrócisz....przecież ty nie potrafisz normalnie zarobić na życie.....



ufff poniosło mnie.....

rozglądam się po moim wyremontowanym domu ,uspokajam myśli.....uwielbiam zmiany,metamorfozy.....

wyszło super, acz spontanicznie....


na koniec coś o żonce Hofmana (znów zaczynam),pewnikiem wyzdrowiała i ujrzymy ją w pracy......